pinocchio
Specjaliści od marketingu mają nowy sposób na cięcie kosztów; przerzucić reklamę i promocję swojego produktu na klientów. Klienci zajmą się tym za darmo. Więc drogi kliencie, dla kogo pracujesz za darmo, nawet nie zdając sobie z tego sprawy?

Zgodnie z obowiązującym trendem, skoro jest kryzys (podobno, bo niektórzy zdecydowali się jednak nie brać w nim udziału) to koszty należy ciąć na każdym kroku. Nie inaczej jest w branży wciskania ludziom kitu (czytaj marketing, chociaż możliwe, że polityka bardziej spełnia to kryterium). Jeszcze niedawno każdy spot reklamowy układał się wg prostego schematu. Najpierw przedstawienie produktu (wprost, albo trochę naokoło), a później zachęcenie do nabycia produktu (wprost, albo trochę naokoło). Następnie armia marketingowców wprowadzała reklamę w życie. Sprawa się skomplikowała, w momencie kiedy ktoś uznał, że trzeba zrobić to samo tylko bez marketingowców, bo przecież trzeba płacić darmozjadom.

Potrzeba matką wynalazków. Da się! Zamiast specjalistów od reklamy zaprzęgnięto do roboty klientów. Trzeba przyznać, łebski pomysł. Rozwiązanie wykminione genialnie.

Dla przykładu kampania Nutelli na 50 urodziny. Można sobie popatrzeć na stronie http://www.nutellastories.com. Jest strona, jest reklama telewizyjna. W reklamie nikt ani słowem nie zachęca do zakupu Nutelli. Coś tam sobie gadają, na końcu zapraszają do opowiedzenia swojej historii na stronie internetowej. I wszystko. A ludzie zgodnie z zaleceniem, jak te krowy, sypią historiami niczym z rękawa. Na potęgę publikują zdjęcia z Nutellą. Facebook się nie umywa. Czasem ktoś wygra toster albo czajnik ot i całe wynagrodzenie.

Celem tej całej imprezy jest stworzenie społeczności wokół swojego produktu. Produkt powinien stać się elementem stylu życia owej społeczności. Społeczność ma za zadanie eksponować swój styl życia wszem i wobec, a co za tym idzie jego elementy. Krótko mówiąc promować Nutellę. I tak oto obowiązki reklamy rozkładają się na niczego nieświadomych klientów. Tak oto w firmie zwalnia się etat, bo reklama robi się za darmo poza firmą. Tak oto za ten etat nie trzeba nikomu płacić. Kasa zostaje w kieszeni cwanych autorów tej sprytnej idei.

I jeśli firma jest na czasie to innego marketingu już nie uznaje. To co przez tyle lat oglądaliśmy w spotach reklamowych straciło rację bytu. I niekoniecznie musi to być firma. Na stronie www.armystrongstories.com powstała kopalnia wiedzy na temat armii amerykańskiej. Każdy kto ma ochotę może opowiedzieć swoją historię związaną ze służbą w armii. Nie potrzeba specjalistów, na wszystkie pytania ludzie sami sobie odpowiedzą. Pieniądze zostają w kieszeni.

I nie jest to do końca takie złe, można świadomie szukać wiedzy i świadomie się nią dzielić z innymi. Ale co jeśli ktoś robi z Ciebie wała, mówi, udzielaj się na naszej stronie, pij Coca-Colę, a staniesz się mistrzem lata, napisz o tym historię, wyślij smsa a wygrasz poloneza… to wiadomo o co chodzi.

Oczywiście nie ma co popadać w paranoje, jeśli po mieście spaceruje facet z puszka coli i w butach adidasa, to nie znaczy od razu że jest frajerem. Ale na przykład produkty Apple maja tylu ślepo wpatrzonych w nadgryzione jabłko darmowych ambasadorów marki, że reklama to chyba ich najmniejsze zmartwienie. Reklama robi się sama. I to jak! Wyznawcy iPhone’a są gotowi pójść na noże w jego obronie.

Nie poruszam tu oczywistej kwestii, że generalnie za darmo pracujemy wszyscy dla naszego czcigodnego rządu i światowej finansjery. Co miesiąc jednak odpalają nam marne ochłapy z tego co wypracowaliśmy żeby uniknąć wrażenia, że pracujemy za darmo. Ale i do tych ochłapów szybko ustawia się długa kolejka sępów.