Dzisiaj na słodko-gorzko.
To jest budynek byłej cukrowni w Opolu Lubelskim. Przedstawia raczej smutny widok. Można go potraktować jako symbol upadku polskiego cukrownictwa.

Jakiś czas temu Polska produkowała tyle cukru, że w zupełności wystarczało na pokrycie własnych potrzeb i zostawało jeszcze na eksport. Niedługo po wstąpieniu do UE przyszedł prikaz z Brukseli, że mamy produkować mniej.

Zatem jak każda inna wytyczna unijna, tak i ta została ślepo wykonana. Wskutek czego większość polskich cukrowni zamknięto, a te które zostały, wkrótce przeszły w ręce koncernów niemieckich. Nie trzeba chyba dodawać gdzie idą pieniądze zarabiane przez te niedobitki polskiego cukrownictwa. W zamian za zamknięcie/sprzedanie polskich cukrowni szczęśliwcy, którzy akurat wtedy mieli do tego prawo dostali od Unii milionowe „rekompensaty”. Takie Carpe Diem po polsku – kto by myślał o przyszłości, skoro można się nachapać teraz? Cóż, Niemcy pomyśleli.

Dzisiaj nie produkujemy już tyle cukru ile nam potrzeba, a ponieważ herbata robi się słodka nie od mieszania a od cukru właśnie, braki musimy sprowadzać zza granicy. Niestety zagraniczny wychodzi drożej niż nasz własny. I że cukier jest dodawany niemal do wszystkiego (z wyjątkiem coli light i gum Orbit, do których jest dodawana toksyna zwana aspartamem vel słodzik naturalny), to wszystko staje się droższe.

Kilka lat temu, w tym samym czasie gdy zamykano cukrownie, w mediach było głośno na temat Gabriela Janowskiego – posła LPR. Większości ludziom Janowski kojarzy się zapewne, jeśli w ogóle z czymś to z koziołkami, które fikał przed kamerami w sejmowych kuluarach. Podobno przesadził wtedy z lekami. Kto go tam wie, ale raczej nie kojarzy się z tym, że jako jeden z nielicznych sprzeciwiał się prywatyzacji (oddaniu w niemieckie łapy) polskich cukrowni. W końcu kogo obchodzi jakiś szalony poseł w dodatku z Ligi Polskich Rodzin (tam wszyscy byli szaleni), jeśli na upadku przemysłu cukrowniczego można nieźle zarobić.