Pierwszy wpis na bloguSłowo wstępu, czyli pierwszy wpis na blogu. Jeśli ktoś już bierze się za pisanie bloga, to z myślą o dłuższej przygodzie. Na początku przecież satysfakcja jest niewielka. Na początku też nie wiadomo w jaki target celować. Czy może w nic nie celować, robić swoje a sukces przyjdzie sam?

O czym pisać, co pokazać, żeby chwycić ludzi za serce, złapać za jaja? Żeby tłumy waliły drzwiami i oknami, a ludzie na przemian śmiali się i płakali, jak ma wyglądać pierwszy wpis na blogu…

Okazuje się, że większość wszystkich blogów kończy się na pierwszym wpisie. Ludzie mają niewiarygodny zapał. Napiszą coś pod wypływem emocji, czasem może nawet będzie to więcej niż jeden wpis i na tym się kończy przygoda z blogowaniem. Sieć jest wypełniona takimi osieroconymi stronami. Boże! Spraw żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce! W końcu sam należę do tych leniwców, którzy ślepo wierzą, że będzie inaczej. Tylko jaki w tym cel? Oczywiście własna satysfakcja. Każdy kto twierdzi, że jest inaczej to parszywy kłamca. Żaden blog nie jest tworzony dla autora. To zaprzeczenie samo w sobie. Blogi są dla czytelników, a autorom marzy się popularność.

Znalazłem niedawno coś takiego:

Blogger: I try to seem like i don’t care about my blog, but i do.
WordPress: I think I’m a website.
Typepad: I’ve been blogging since 2003, bitches.
Tumblr: I’m just lazy.

Blogger.com, WordPress, Typepad.com i Tumblr.com to serwisy do blogowania.
Czyli nie ma co zaklinać rzeczywistości. Bo powiedzmy sobie szczerze, kogo obchodzi przypadkowo znaleziony dziennik internetowy? Rodziców, bo za mało do nich dzwonimy? Może jeszcze jedną czy dwie osoby. Dla reszty to nuda. Wata z wodą. Lanie wody.
Tyle tytułem wstępu. Właściwie należało by wspomnieć o zacięciu fotograficznym. Czyli o fotografię będzie szło, nie o mdłe wywody. Kto by chciał czytać o pierdołach? Lepiej je pokazać.
Wszystko na dziś. Mam nadzieję, że tu wrócę.