Co robić w weekend jak nie ma co robić? Pojechać na zakupy. Weekendowa wizyta w centrum handlowym od kilku lat stoi wysoko w rankingu najbardziej popularnych sportów miejskich. Szczególnie zimą, bo jest tam ciepło i przyjemnie. Niewiele ponad dziesięć lat temu supermarkety i centra handlowe stały się nieodłącznym elementem krajobrazu miejskiego. Wcześniej główną rozrywką weekendową była msza w niedzielę, teraz jest alternatywa w postaci supermarketu. W zasadzie to konkurencja do tego stopnia, że kościół nie chcąc stracić klientów decyduje się na otwieranie swoich placówek w centrach handlowych. Cóż, świat się zmienia więc to nie musi być takie złe. Zły może być zakupowy savoir vivre. Stoję kiedyś w kolejce do kasy i nagle widzę jak pewna pani, swobodnie ponad sto kilo, na oko metr siedemdziesiąt wyciąga portfel… uwaga, uwaga… ze stanika! Szlag by to. Że też musiałem akurat tam patrzeć. Rozumiem, że można w staniku schować jakiś drobiazg, może banknot, ale portfel? Przy takich gabarytach upchnęła by tam pewnie torbę z zakupami. I cały bagaż podręczny.

Jakość towaru, również zostawia wiele do życzenia. Pewna dziewczyna, nazwiska nie pamiętam, po kopytkach z Tesco rzygała dalej niż widziała. Co prawda dzień wcześniej nawaliła się jak stodoła, więc może to dlatego. Poniżej dla przestrogi, woda źródlana z Tesco. Lepiej nie sprawdzać czym to źródło zarosło. Mam nadzieję, że w butelkach nieprzezroczystych tego nie sprzedają.