Policja
Każdy, kto trochę jeździ samochodem zna ten ból – idiotyczny mandat, który nie wnosi niczego oprócz tego, że pieniądze zmieniają właściciela. Może kiedyś rzeczywiście szło o bezpieczeństwo. Ale skoro rząd narzuca na policję normy mandatów do wyrobienia to automatycznie bezpieczeństwo schodzi na dalszy plan. Najważniejsza staje się kasa.

I nagle ze zwolennika policji – bo wydaje się mieć rację bytu, zmieniasz się w rozgoryczonego nastolatka, który ma ochotę wypisywać anty policyjne hasła na murach. Bo do czego ta policja jest w końcu potrzebna? Żeby 20 metrów za albo przed znakiem kasować mi 400 zł?

Kolejna danina na rzecz państwa. Tym razem bardzo sprytna. Mandatu nie dostają przecież wszyscy, tylko ci którzy łamią prawo drogowe. Tylko co to jest za łamanie prawa jeśli drogówka czai się na kierowców za krzakiem, albo za zakrętem? Sprawa jest oczywista, bo przecież dwadzieścia metrów w jedną albo drugą stronę dla bezpieczeństwa na drodze dużej różnicy nie robi. Ale dla radaru już tak. Tutaj najłatwiej przekroczyć prędkość i tak się goli frajerów.

Co ciekawe dokładności radaru w żadnym sądzie nie da się udowodnić. Jest to sprzęt tak niedoskonały, że właściwie nie wiadomo jaką prędkość mierzy i którego samochodu. Dlatego mandatu zawsze można nie przyjąć. Tylko kto normalny, nie mając za wiele z prawem do czynienia porwie się na prywatną krucjatę przeciwko policyjno-rządowej machinie mandatowej, której jedynym celem jest zarabianie pieniędzy, a efektem ubocznym minimalne zwiększenie bezpieczeństwa?
I za te głupie kilkaset złotych policja (w gruncie rzeczy niewinna, bo musi realizować narzucone normy) traci uznanie w oczach społeczeństwa, bo zamiast przestępców i prawdziwych piratów drogowych ściga zwykłych ludzi, którzy i tak będą jeździć po swojemu i żaden mandat tego nie zmieni.

Oprócz policjantów w Vectrach z przyciemnianymi szybami i stacjonarnych z suszarkami w rękach mamy także równie popularne zjawisko drogowe – fotoradar. Tutaj już nawet nikt nie próbuje udawać, że fotoradary mają zapewnić bezpieczeństwo. To są superdrogie i zaawansowane techniczne cudeńka stawiane tylko i wyłącznie w celach zarobkowych. Po pierwsze mają zarobić na siebie a później na co się da. Straż miejska, gmina, powiat, województwo, czy co tam jeszcze. Do maszynki produkującej pieniądze zawsze ustawia się długa kolejka. Inspekcja Transportu Drogowego postawiła sobie za punkt honoru przyozdobić radarem każdy prosty kawałek drogi na obszarze zabudowanym. I zamiast jechać, trzeba bawić się w kotka i myszkę z policją i fotoradarami.

Słowem cyrk na kółkach. Pomysłowość w łataniu dziury budżetowej jest godna podziwu.

I aż się prosi, żeby zacytować Kazika, „Ręce do góry”:

Stał powóz na gościńcu przez zbójów plądrowany
Pan złota oddać nie chciał, zakuli go w kajdany
Zabrali złoto, powóz i konie w dal powiedli
Tak stało się, bo Jaśnie Pan nie oddał po dobroci
Minęły długie lata i nie ma już gościńca

W tym samym teraz miejscu przebiega wzdłuż ulica
I tylko zbóje dalej, ubrani doskonalej
Czyhają na ofiarę by złupić ją bezczelniej
Heja ho…

Jak praca to i płaca, gdy idziesz po należne
A zbóje eleganccy pokazują cię palcem
Słyszysz – to nie przesada, tu z nami nie ma żartów
Nasz wódz po ciebie przysłał wyczyścić cię z zarobków

Ręce do góry, daj całe złoto które wieziesz ze sobą
Ręce do góry, bez siły lub przemocą.