lepiej spłonąć niż zostać rozwianym przez wiatrPoczątek roku to dobry czas na refleksję. Właściwie zawsze jest dobry czas na refleksję. Tak jak na wazelinę. Oto moja refleksja na wszystkich świętych: Drogi Pamiętniku… Co to za jebany mix kanarków z orangutanami??
Dobra. Niech będzie. Było paru takich, którzy odeszli za wcześnie. Przynajmniej według tych którzy zostali.
James Dean – pierwsze dżinsy Hollywood – powiedział kiedyś „Miej marzenia, jak byś miał żyć wiecznie. Żyj, jak byś miał umrzeć jutro.” Zginął w wieku 24 lat prowadząc porsche. Nie rzucał słów na wiatr… Stare dzieje. Ale ikoną popkultury jest do dziś.
Podobnie jak Janis Joplin. Odjazd heroinowo-morfinowy zabrał ją do krainy wiecznych łowów. Ale wystarczyło 27 lat. Za to co zostawiła ją także pamiętamy ją do dziś.
Jimi Hendrix – 28 lat. Nie ma co się rozwodzić. Każdy wie o co chodzi, a jeśli nie wie, to najwyższy czas nadrobić zaległości.
Jim Morrison. „Nie jestem szalony. Interesuje mnie wolność. Z najlepszymi życzeniami – J. Morrison” – Żył tak, że w wieku dwudziestu ośmiu lat czuł się na ponad czterdzieści. Był stary, zmęczony i gotowy na śmierć. My żyjemy przez 70, a raczej wegetujemy i nie mamy na nic czasu. Jak byśmy rzeczywiście robili coś bardziej interesującego niż powielanie schematu. Mimo, że kupił klika samochodów głównie chodził pieszo i jeździł taksówkami. Jego dobytek, to ubranie na dany tydzień, kilka kartonów z książkami i sześciopak piwa. Przeprowadzka ograniczała się do tego, że spał gdzie indziej. Całkiem jak Jezus Chrystus, tylko ciągle pijany. „Chcemy świata. Chcemy go teraz!”

I na koniec bardziej nam współczesny Kurt Cobain. W wieku 19 lat założył Nirvanę. Pięć lat później album Nevermind podzielił muzyką na to co było przed i po. Osiem lat później palnął sobie w łeb. Wolał spłonąć, niż zostać rozwianym przez wiatr.
Wybrańcy bogów umierają młodo. Może z wyjątkiem Keitha Richardsa. W sumie nikt nie wie, czemu on jeszcze żyje. Z resztą, jak cała reszta z Rolling Stones …no tak. Ale staruszkowie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

David Lynch nakręcił kiedyś film „Prosta Historia” The Stright Story – polskie tłumaczenie nie oddaje wieloznaczności tytułu. Film przedstawia autentyczną historię Alvina Straighta, 73 letniego mężczyzny, który dokładnie tego roku, kiedy Kurt Cobain zawierał znajomość ze strzelbą, przejechał kilkaset mil na kosiarce do trawy. Na kosiarce, ponieważ prawo nie pozwalało mu na inny środek transportu. Zrobił to, żeby zobaczyć się z bratem. I pogodzić. Wiedział, że zostało mu niewiele czasu. Nie rozmawiali od 10 lat. Stright, jak widać miał inne priorytety niż Cobain. Znał wartość życia.

„Nie widzę nic dobrego w byciu starym i kulawym jednocześnie. Ale w moim wieku widziałem mniej więcej wszystko, co życie może ofiarować. Potrafię oddzielić ziarno od plew i nie przejmować się głupstwami.”
Podróż, czy odyseja, jak kto woli trwała pięć tygodni została opisana w Timesie. Albo w Newsweeku.. nie pamiętam. Tak czy siak po przeczytaniu tego artykułu Lynch zrobił film.

Dokonania innego dziadygi – Burta Munro stały się inspiracją do filmu The World’s Fastest Indian (polskie tłumaczenie jak zawsze genialne – Prawdziwa Historia). W postać Burta wcielił się Anthony Hopkins i jak sam później stwierdził, była to najlepsza rola jego życia. Musiał być chyba pijany kiedy to mówił. Przecież każdy kto na niego spojrzy widzi od razu Hanibala Lectera. W każdym razie Munro w wieku 63 lat z podziwu godnym uporem ustanowił rekord prędkości na 42 letnim motocyklu który sam zmodyfikował. Z powodu chorego serca ten rekord prawie przypłacił życiem. Historia nieprawdopodobna, ale on miał gdzieś prawdopodobieństwo. Bił rekord jeszcze przez kolejne kilka lat.

Lonesome Dove to najlepszy film o Dzikim Zachodzie (ponowne brawa za tłumaczenie – Na południe od Brazos). Dwóch podstarzałych Rangerów z pogranicza Usa i Meksyku postanawia przepędzić bydło ze spalonej słońcem pipidówy w Teksasie do Montany. John Wayne, Jimmy Stewart i Henry Fonda odrzucili role w tym filmie. Nie chcieli grać starych ludzi. Kiedy zmienili zdanie było już za późno.

Dobra, dosyć tego. Historie znane, opisane i sfilmowane. Nie ma co więcej rzeźbić. Parafrazując kilku takich, którzy jeszcze żyją:
Po co ten pośpiech? I tak wszyscy umrzemy. Ale tu i teraz żyjemy. To jest nasze centrum wszechświata. Ale jeśli chcesz pociągnąć za spust, żeby dowieść swojego dramatu zrób to gdzieś daleko stąd. Ja całą swoją żywą częścią – wybieram życie.

Listopad to dobry czas na refleksję. Właściwie zawsze jest dobry czas na refleksję. Tak jak na wazelinę. Oto moja refleksja na wszystkich świętych: Drogi Pamiętniku… Co to za jebany mix kanarków z orangutanami??
Dobra. Niech będzie. Było paru takich, którzy odeszli za wcześnie. Przynajmniej według tych którzy zostali.
James Dean – pierwsze dżinsy Hollywood – powiedział kiedyś „Miej marzenia, jak byś miał żyć wiecznie. Żyj, jak byś miał umrzeć jutro.” Zginął w wieku 24 lat prowadząc porsche. Nie rzucał słów na wiatr… Stare dzieje. Ale ikoną popkultury jest do dziś.
Podobnie jak Janis Joplin. Odjazd heroinowo-morfinowy zabrał ją do krainy wiecznych łowów. Ale wystarczyło 27 lat. Za to co zostawiła ją także pamiętamy ją do dziś.
Jimi Hendrix – 28 lat. Nie ma co się rozwodzić. Każdy wie o co chodzi, a jeśli nie wie, to najwyższy czas nadrobić zaległości.
Jim Morrison. „Nie jestem szalony. Interesuje mnie wolność. Z najlepszymi życzeniami – J. Morrison” – Żył tak, że w wieku dwudziestu ośmiu lat czuł się na ponad czterdzieści. Był stary, zmęczony i gotowy na śmierć. My żyjemy przez 70, a raczej wegetujemy i nie mamy na nic czasu. Jak byśmy rzeczywiście robili coś bardziej interesującego niż powielanie schematu. Mimo, że kupił klika samochodów głównie chodził pieszo i jeździł taksówkami. Jego dobytek, to ubranie na dany tydzień, kilka kartonów z książkami i sześciopak piwa. Przeprowadzka ograniczała się do tego, że spał gdzie indziej. Całkiem jak Jezus Chrystus, tylko ciągle pijany. „Chcemy świata. Chcemy go teraz!!”
I na koniec bardziej nam współczesny Kurt Cobain. W wieku 19 lat założył Nirvanę. Pięć lat później album Nevermind podzielił muzyką na to co było przed i po. Osiem lat później palnął sobie w łeb. Wolał spłonąć, niż zostać rozwianym przez wiatr.
Wybrańcy bogów umierają młodo. Może z wyjątkiem Keitha Richardsa. W sumie nikt nie wie, czemu on jeszcze żyje. Z resztą, jak cała reszta z Rolling Stones …no tak. Ale staruszkowie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

David Lynch nakręcił kiedyś film „Prosta Historia” The Stright Story – polskie tłumaczenie nie oddaje wieloznaczności tytułu. Film przedstawia autentyczną historię Alvina Straighta, 73 letniego mężczyzny, który dokładnie tego roku, kiedy Kurt Cobain zawierał znajomość ze strzelbą, przejechał kilkaset mil na kosiarce do trawy. Na kosiarce, ponieważ prawo nie pozwalało mu na inny środek transportu. Zrobił to, żeby zobaczyć się z bratem. I pogodzić. Wiedział, że zostało mu niewiele czasu. Nie rozmawiali od 10 lat. Stright, jak widać miał inne priorytety niż Cobain.
„Nie widzę nic dobrego w byciu starym i kulawym jednocześnie. Ale w moim wieku widziałem mniej więcej wszystko, co życie może ofiarować. Potrafię oddzielić ziarno od plew i nie przejmować się głupstwami.”
Podróż, czy odyseja, jak kto woli trwała pięć tygodni została opisana w Timesie. Albo w Newsweeku.. nie pamiętam. Tak czy siak po przeczytaniu tego artykułu Lynch zrobił film.

Dokonania innego dziadygi – Burta Munro stały się inspiracją do filmu The World’s Fastest Indian (polskie tłumaczenie jak zawsze genialne – Prawdziwa Historia). W postać Burta wcielił się Anthony Hopkins i jak sam później stwierdził, była to najlepsza rola jego życia. Musiał być chyba pijany kiedy to mówił. Przecież każdy kto na niego spojrzy widzi od razu Hanibala Lectera. W każdym razie Munro w wieku 63 lat z podziwu godnym uporem ustanowił rekord prędkości na 42 letnim motocyklu który sam zmodyfikował. Z powodu chorego serca ten rekord prawie przypłacił życiem. Historia nieprawdopodobna. Ale ten stary pryk miał gdzieś prawdopodobieństwo. Bił rekord jeszcze przez kolejne kilka lat.

Lonesome Dove to najlepszy film o Dzikim Zachodzie (ponowne brawa za tłumaczenie – Na południe od Brazos). Dwóch podstarzałych Rangerów z pogranicza Usa i Meksyku postanawia przepędzić bydło ze spalonej słońcem pipidówy w Teksasie do Montany. John Wayne, Jimmy Stewart i Henry Fonda odrzucili role w tym filmie. Nie chcieli grać starych ludzi. Kiedy zmienili zdanie było już za późno.

Dobra, dosyć tego. Historie znane, opisane i sfilmowane. Nie ma co więcej rzeźbić. Parafrazując kilku takich, którzy jeszcze żyją:
Po co ten pośpiech? I tak wszyscy umrzemy. Ale tu i teraz żyjemy. To jest nasze centrum wszechświata. Ale jeśli chcesz pociągnąć za spust, żeby dowieść swojego dramatu zrób to gdzieś daleko stąd. Ja całą swoją żywą częścią – wybieram życie.