EkokurczakWydawało by się, że kurczak to kurczak. Nie wąż boa, nie pies, nie podpodeszwa, tylko kurczak. Jak się okazało dzisiaj kurczaki się produkuje, na dodatek zazwyczaj produkuje się chujowo. Może wkrótce wyjdzie na jaw, że przyjeżdżają do nas z Chin? Tymczasem zwykły kurczak, taki co to sam sobie biega i rośnie skubiąc trawkę na podwórku zyskał szlachetne i modne miano eko kurczaka.

Jest pewien stan rzeczy, który na przekór nowomowie powstającej na naszych oczach, a właściwie uszach, pozostaje bez zmian. Kurczak to kurczak, a padlina z torturowanych zwierząt karmionych chyba tylko hormonami wzrostu, masowo sprzedawana w Lidlach czy innych Realach powinna być wycofana ze sprzedaży. Menegerowie sieci jednak nie zaprzątają sobie głowy podobnymi bzdurami. Klientów (pracowników zresztą też) traktują gorzej niż psa. Oprócz kurczaków (tych nie eko) sprzedają wędlinę w połowie rozrobioną z wodą, plastikowe owoce, zeschnięte warzywa i generalnie chemię oraz konserwanty doprawione drobną ilością naturalnych składników odżywczych.

I w sumie nie ma się co dziwić. Żeby ktoś nas szanował najpierw musimy szanować się sami. A co to jest za szacunek, kiedy ludzie biorą zza lady najgorsze ścierwo? Wędliny, sery, piwo i w ogóle wszystko, buty z tektury, jednorazowe chyba, byle tanio kupić omijając jakość szerokim łukiem. To dlaczego sprzedawca ma się martwić? Klient ma jakość w dupie. Jest popyt na tandetę to jest i podaż. Dochodzi wręcz do kuriozalnej sytuacji, że wysokiej jakości produkty można dostać tylko na zamówienie (eko kurczak). Wystarczy ładnie opakować, zrobić kolorowe zdjęcia, wydrukować gazetkę i gówno sprzedaje się jak świeże bułeczki. Czasem trzeba nawet odstać swoje w kolejce!

Producenci eko kurczaka mają strony internetowe, chwalą się warunkami w jakich hodują drób. Generalnie brakuje tylko masażysty i nagłośnienia z muzyka relaksacyjną. Ale kurki i tak są wyluzowane, wiec są szczęśliwe i bez tego. Wygląda to właściwie jak zwykłe gospodarstwo spotykane na każdej wsi, jak Polska długa i szeroka, ale marketing robi swoje.

Mam dobrą wiadomość do wszystkich spragnionych eko kurczaka (czyli kurczaka). Taka sama produkcja, odchodzi na polskiej wsi od kilkuset lat. Nie została jeszcze zakazana, ani przeniesiona do innego kraju, zatem jeśli ktoś ma ochotę na zdrowe mięso drobiowe to wystarczy wjechać dwa kilometry za miasto. Oprócz eko kurczaków wieś oferuje mnóstwo innych „eko” (czyli normalnych) produktów spożywczych i jeśli jakiś frajer będzie chciał zapłacić 40 zło za kilogram kury to na pewno dorzucą jeszcze coś ekstra. Natomiast jeżeli ktoś nie ma ochoty ruszyć zadka to w każdym mieście jest co najmniej jedno targowisko, gdzie można kupić jajka bez pieczątek, owoce i warzywa bez domieszki plastiku, miody, orzechy, myślę, że i eko kurczak by się znalazł na zamówienie albo na miejscu. Wszystko od Polaków, bez wyzysku, polskiej produkcji, zdrowe i ekologiczne.

Nie dajmy się zwariować. Chemia zamiast jedzenia staje się normą. Wystarczy przeczytać skład i najeżone sztucznymi składnikami produkty odstawiać na półkę.