Jednakowoż(!) The Doors to legenda. Kapela owiana mitami. Niedawno zupełnym przypadkiem natrafiłem na to niezwykłe zdjęcie. Jest w Lublinie, w knajpie „Spirala” na ulicy Okopowej. Mogą je kontemplować faceci w jednoznacznej sytuacji, kiedy stoją przed klozetem i  trzymają w ręku… no… własnego fiuta. Kobiety robią to inaczej, więc nie mogą. Jak by nie było, owo zdjęcie jest o tyle ciekawe, że zyskuje na wartości z każdą kolejną wizytą w kiblu. Za każdym razem przemawia inaczej. Niczym nieproszony gość wsadza nogę między drzwi i pakuje się z buciorami na dywan. Tak zaprząta głowę, że nie można się od niego uwolnić. Chciało by się wręcz powiedzieć, że otwierają się nowe drzwi. Coś na zasadzie – wpadasz komuś w sklepie z ubraniami do przymierzalni i mówisz – O, przepraszam! Spodziewałem się pustyni. – Ale musisz być muzułmaninem żeby zadziałało. Najlepiej z turbanem na głowie. Albo z  porcją C-4 pod kurtką. Albo inaczej:
„W Krainie Pamięci istnieje tylko dziś. W Królestwie Niegdyś zegar tyka, ale wskazówki nigdy się nie przesuwają. Istnieją nieodkryte drzwi, a wspomnienie jest tym co je otwiera.”
A jeśli nie ma wspomnień? Cóż, zawsze mamy obawy, że tak to się właśnie skończy – z plecami opartymi o zamknięte drzwi, prawda?
Możliwe że o to właśnie chodziło Morrisonowi kiedy wyjął drzwi z aforyzmu W. Blake’a i nazwał nimi swój zespół. Możliwe też, że o nic mu nie chodziło. W końcu po takiej ilości alkoholu i meskaliny nic nie jest jednoznaczne. Z resztą kogo to dzisiaj obchodzi, Morrison zszedł na zawał czterdzieści lat temu. To tyle, ile Jezus chodził po pustyni. A może to były dni… sam już nie wiem. Tak czy siak ci dwaj mają ze sobą sporo wspólnego.
Możliwe, że niezwykłość tej fotki zależy tylko od ilości alkoholu we krwi. W końcu kibel to takie miejsce gdzie będąc ze sobą sam na sam można się uczciwie przyznać, że już wystarczy. Ale wychodząc z kibla płyniesz dalej. Wymiar barowy weryfikuje rzeczywistość jak walec. Na nic uczciwość i zdjęcie Doorsów. Z resztą… one zostały w kiblu. Czekają na następnego. Ale czemu w kiblu… Chryste… i czemu wizja spełnia się parę tysięcy kilometrów dalej i kilkadziesiąt lat później, w zaśnieżonym Lublinie? Cóż, nadal mamy nadzieję zostać europejską stolicą kultury w 2016. Inaczej nic by nie miało sensu. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Dobranoc.