Człowiekiem roku 2010 został Bronisław „Wpadka” Komorowski. El Presidente bananowej republiki nad Wisłą dowodzonej przez Wytrzeszcza. Wg badań Instytutu Opinii Homo Homini – cokolwiek by ta nazwa nie oznaczała – 37% Polaków uznało, że ten tytuł należy się Bronkowi i basta! Dostał go za uratowanie kraju przed drugim Kaczyńskim w roli prezydenta. Poza tym, zgodnie z wymaganiami stawianymi prezydentowi, Komorowski nic nie zrobił. Gada głupoty i strzela gafę średnio raz w tygodniu, ale po wielkim elektroniku Wałęsie i wielkim filipińczyku Kwaśniewskim jesteśmy w stanie znieść wszystko. Kaczyńskiego nie wymieniam, bo w cylindrze miał metr pięćdziesiąt i nikt nie rozumiał co on mamrocze pod nosem. Należy jednak oddać sprawiedliwość Komorowskiemu, że oprócz wygranych wyborów zdarzyło mu się też prorokować. Udokumentowano jeden taki przypadek, kiedy zdołał przewidzieć katastrofę tupolewa w Smoleńsku, ale to było w 2009 więc się nie liczy. Człowieka roku wybrano w grudniu 2010. Wybór ten jest odzwierciedleniem ówczesnego poparcia politycznego kiedy partia prezydenta miała ok 37% poparcia. Ale banał.

Człowiekiem roku 2010 wg Timesa został Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. Z filmu The Social Network wynika, że to raczej dupek roku, ale może nie jest tak źle.

Człowiekiem Roku 1938 wybrano Adolfa Hitlera (ok 11 mln ofiar), rok później Stalina (40-60 mln ofiar)
W 1981 mamy polski akcent po raz pierwszy – Lech Wałęsa, w 1994 po raz drugi człowiekiem roku został Polak – Jan Paweł II. Cóż, jak widać towarzystwo z totalnie różnych kręgów zainteresowań. Pełną listę można znaleźć na Wikipedii. O dziwo nie ma na niej Lebowskiego. Z tego wniosek, że tytuł Człowieka Roku tygodnika Time to żaden wyznacznik wielkości.
Na zakończenie prezydent Komorowski skupiony na modlitwie oraz proroctwo prezydenta: